wtorek, 19 lutego 2013

Piwo Odrzut z eksportu

Ostatnimi czasy zwiedzam różne polskie miasta, podświadomie szukam lokalnych piw.

Będąc w Poznaniu szukałem słynnego "Kolejorza", bądź innego lokalnego piwa - niestety nie znalazłem nic poza Lechem Pilsem (no comment)

Wyjeżdzając z miasta dwóch koziołków postanowiłem zrobić zakupy w hipermarkecie na obrzeżach miasta.
Patrzę na półkę, a tam wśród "bączków" coś czego do tej pory nigdzie nie widziałem... ODRZUT Z EKSPORTU - pomyślałem: co to k... za nazwa?!

Normalnie bym tego nie wziął do koszyka ALE, że byłem na głodzie poszukiwacza lokalnych browarów to 6 buteleczek zabrałem do kasy. Jakie było moje zdziwienie kiedy spróbowałem pierwszy łyk... niczym Archimedes w myślach zawołałem "EUREKA!", w końcu trafiłem na prawdziwe piwo, którego smak pamiętam sprzed 20 lat!




Gęsta piana, prawdziwa naturalna piwna barwa, a ten smak... mmmm... smak który spasuje każdemu mężczyźnie będącemu koneserem dobrego browaru.

Nazwę wymyślał chyba ktoś z konkurencji, zamiast dać coś klasycznego przywalili "odrzutem", co odrzuca od zakupu.

Co ciekawe, piwo to dałem skosztować dwóm kobietom i obie nadały mu niechlubne synonimy "ochydne", "nie da się go pić" - wynika z tego, że to nie jest babski napój :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz